wtorek, 11 września 2012

Kap, kap, kap.

Moja prośba została spełniona! Deszcz zaszczycił ponure, ciche osiedle swoją obecnością. Chyba nawet błysnęło się gdzieś w tle, ale mogło mi się wydawać. 

Mamy prawie połowę września, dla niektórych ostatniego miesiąca wakacji, dla innych pierwszego miesiąca zmagań w szkole, a jeszcze dla innych - zwykłego miesiąca, zawalonego pracą. Za każdym razem, z przyjściem jesieni, dopada mnie - nader często, jak się okazuje - melancholijny nastrój, pełen refleksji i chorych przemyśleń, czasami dołujących. Kiedyś było to nawet powodem depresji, ale nie ma w tym nic dziwnego, prawda? Podobno jesień ma to do siebie. 

Mama stwierdziła, że powinnam być bardziej optymistyczna. Niebawem mam urodziny, choć mam wątpliwości, czy jest to powód do radości. Im bliżej urodzin, tym bliżej października. A ten miesiąc jest dla mnie w szczególności... Pechowy? Przygnębiający? Nostalgiczny? Bywają dni, że wszystko jednocześnie. 
Ale to nic. Trzeba być optymistycznym, tak? W obliczu tragedii nie wolno się załamywać, zacisnąć pięści, nie opuszczając głowy na dół. Zastanawiam się, czy pod koniec października uda mi się zdobyć na taką postawę. Dałam sobie radę przez cały rok, dlaczego nie miałabym dać rady teraz? To przecież tylko jeden dzień, który spędzę z rodziną i (nie)znajomymi na godzinnej mszy, a później cmentarzu. Zmuszona do wpatrywania się w marmurową płytę z kamienną twarzą. Tak jak co miesiąc. 

Jednak... Nawet gdy o tym myślę, do oczu napływają mi łzy. Świadomość, że nie zdążyłam pożegnać się z najbliższą osobą bywa czasami przytłaczająca. Mieliście taką sytuację, że ktoś dzwoni do Was wcześnie rano ze zwykłym pytaniem, czy wstałeś/wstałaś, a Wy odpowiadacie z poranną obojętnością, nieświadomi, że już nie usłyszycie nigdy tej osoby? Że następnego dnia ktoś przyjdzie Wam powiedzieć o tragicznej śmierci? O samobójstwie? 

... Cóż, wątpię. Jedno przesłanie, jakie mi się nasuwa z tego wspomnienia, jest podobne do hasła reklamowego Milki: "Nie bądźmy obojętni!" I zaprawdę, oddałabym wszystko, by móc jakoś naprawić ten błąd. Będzie ciężko, ale może kiedyś, kto wie. Chciałabym w to wierzyć. W końcu, ci wszyscy ludzie muszą gdzieś trafiać, prawda? 

Przepraszam, jeśli kogoś w jakiś sposób uraziłam, czy nie trafiłam z osądem. Miłego wieczoru.

PS: Małe co nieco na deszczowy wieczór. 

sobota, 8 września 2012

Wstęp?


„Ty też jesteś Bogiem – tylko wyobraź to sobie.” 

Cześć.

Być może niektórzy zadadzą sobie pytanie, co skłoniło nas do założenia bloga. Coraz bardziej rozpowszechniona moda wśród czatowników  na tworzenie „internetowych pamiętników”? Niewykluczone. Miejsce na publiczne krytykowanie wszelkich twórczości artystycznych? Były takie myśli. Jednak, czy sensownym jest tłumaczenie się z niewinnych zamiarów? Czy powinnyśmy podać konkretne powody? W końcu żaden pisarz nie zwykł spowiadać się, dlaczego jego opowiadanie wygląda tak i tak, a w tej książce umarła ta, czy inna postać. Ostatecznie, niezależnie od efektu pracy, każdy zinterpretuje to inaczej, po swojemu. Komuś przypadnie do gustu, inny wyśmieje, a wszystkie opinie muszą zostać uszanowane. Z takim nastawieniem będziemy dla Was pisać. Bez większych nadziei, a może?

Nie mam pojęcia, nad czym mogę się rozwodzić. Ten tydzień wyprał mnie ze wszelkich myśli, zmuszając do bezmyślnej egzystencji. Ślęczę nad tym akapitem dobrą godzinę, co chwilę zmieniając zdanie, co chwilę kasując linijki tekstu. Skupienie przychodzi mi z wielkim trudem. Przez cały dzień słucham jednej piosenki, zupełnie różniącej się od tych, których zwykłam słuchać na co dzień. „Jestem Bogiem” – mówi Wam to coś? 
Niektórym pewnie tak. 

Patrzę za okno. Bardzo słoneczny dzień tego wieczoru, można rzec. I ani jednej chmurki na niebie! Tak, wiem. Źle ze mną. Można następnym razem uda mi się nie pisać trzy po trzy? 

Pozdrawiam Matkę Słońca. Widzisz? W końcu coś wystukałam. Nic sensownego, ale jednak. 

PS: Ja też chciałabym, by padało.

Chciałabym żeby padało.

Jest już niemal wieczór. Za godzinę, może półtora zajdzie słońce, zrobi się zimno. Ja w tym czasie, otulona w czerwony szlafrok, będę tu siedziała, walcząc z komputerem, który zdecydowanie odmawia współpracy. Chcę zrobić jedno - wyskakuje błąd. Biorę się więc za coś innego, jednak kolejny błąd wyskakuje murem, odbierając mi dostęp do wszystkiego czego się tknę.
Chyba powinnam wspomnieć co nieco o blogu. Dlaczego? Po co? Kto? Gdzie? Jak? Postaram się wszystko wyjaśnić, powoli i na tyle dokładnie, by wszyscy zrozumieli.
Jest to swoisty objaw hipokryzji. "Inni mają blogi, wydają mi się beznadziejne, więc założę własnego i postaram się by spełniał moje wymagania", tak ja to widzę. Druga Ona (ta, która miała pisać powitalnego posta lub cokolwiek zrobić na tej stronie) może mieć trochę inny powód by siedzieć wieczorami nad klawiaturą i przelewać swoje myśli na ekran z migającym kursorem.

Wesoły kuzyn zagląda mi przez ramię, udając ninję. Właśnie krzyknął "kuku", chowając się za framugą. Jak go nie kochać? Przejedzona, ledwo się uśmiecham słuchając jego żartów żywcem wyjętych z Disneyowskich serialów. Widzę go tylko raz w roku, ale dziś wyjątkowo nie mam sił na bawienie się w rycerzy, akrobatów, karateków albo wikingów. Będę musiała to nadrobić jutro, by przez kolejny rok czekał z niecierpliwością na mój przyjazd. Dziś za to siądę w kącie z książką i wyruszę wraz z kuzynem w podróż do świata dzielnych hobbitów.

Na tym kończy się mój dzisiejszy tekst. Nie przemyślałam go, pisałam na żywioł, nawet nie mam ochoty go czytać. Miejmy nadzieję, że Dziecko Słońca bardziej się postara i także wystuka kilka zdań. Byłabym wdzięczna za kilka komentarzy, szczególnie odnośnie "zbyt komiksowego" szablonu.
Nienawidzę Łomianek i korków na drodze.

Chciałabym żeby padało.