Jest już niemal wieczór. Za godzinę, może półtora zajdzie słońce, zrobi się zimno. Ja w tym czasie, otulona w czerwony szlafrok, będę tu siedziała, walcząc z komputerem, który zdecydowanie odmawia współpracy. Chcę zrobić jedno - wyskakuje błąd. Biorę się więc za coś innego, jednak kolejny błąd wyskakuje murem, odbierając mi dostęp do wszystkiego czego się tknę.
Chyba powinnam wspomnieć co nieco o blogu. Dlaczego? Po co? Kto? Gdzie? Jak? Postaram się wszystko wyjaśnić, powoli i na tyle dokładnie, by wszyscy zrozumieli.
Jest to swoisty objaw hipokryzji. "Inni mają blogi, wydają mi się beznadziejne, więc założę własnego i postaram się by spełniał moje wymagania", tak ja to widzę. Druga Ona (ta, która miała pisać powitalnego posta lub cokolwiek zrobić na tej stronie) może mieć trochę inny powód by siedzieć wieczorami nad klawiaturą i przelewać swoje myśli na ekran z migającym kursorem.
Wesoły kuzyn zagląda mi przez ramię, udając ninję. Właśnie krzyknął "kuku", chowając się za framugą. Jak go nie kochać? Przejedzona, ledwo się uśmiecham słuchając jego żartów żywcem wyjętych z Disneyowskich serialów. Widzę go tylko raz w roku, ale dziś wyjątkowo nie mam sił na bawienie się w rycerzy, akrobatów, karateków albo wikingów. Będę musiała to nadrobić jutro, by przez kolejny rok czekał z niecierpliwością na mój przyjazd. Dziś za to siądę w kącie z książką i wyruszę wraz z kuzynem w podróż do świata dzielnych hobbitów.
Na tym kończy się mój dzisiejszy tekst. Nie przemyślałam go, pisałam na żywioł, nawet nie mam ochoty go czytać. Miejmy nadzieję, że Dziecko Słońca bardziej się postara i także wystuka kilka zdań. Byłabym wdzięczna za kilka komentarzy, szczególnie odnośnie "zbyt komiksowego" szablonu.
Nienawidzę Łomianek i korków na drodze.
Chciałabym żeby padało.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz