Mamy prawie połowę września, dla niektórych ostatniego miesiąca wakacji, dla innych pierwszego miesiąca zmagań w szkole, a jeszcze dla innych - zwykłego miesiąca, zawalonego pracą. Za każdym razem, z przyjściem jesieni, dopada mnie - nader często, jak się okazuje - melancholijny nastrój, pełen refleksji i chorych przemyśleń, czasami dołujących. Kiedyś było to nawet powodem depresji, ale nie ma w tym nic dziwnego, prawda? Podobno jesień ma to do siebie.
Mama stwierdziła, że powinnam być bardziej optymistyczna. Niebawem mam urodziny, choć mam wątpliwości, czy jest to powód do radości. Im bliżej urodzin, tym bliżej października. A ten miesiąc jest dla mnie w szczególności... Pechowy? Przygnębiający? Nostalgiczny? Bywają dni, że wszystko jednocześnie.
Ale to nic. Trzeba być optymistycznym, tak? W obliczu tragedii nie wolno się załamywać, zacisnąć pięści, nie opuszczając głowy na dół. Zastanawiam się, czy pod koniec października uda mi się zdobyć na taką postawę. Dałam sobie radę przez cały rok, dlaczego nie miałabym dać rady teraz? To przecież tylko jeden dzień, który spędzę z rodziną i (nie)znajomymi na godzinnej mszy, a później cmentarzu. Zmuszona do wpatrywania się w marmurową płytę z kamienną twarzą. Tak jak co miesiąc.
Jednak... Nawet gdy o tym myślę, do oczu napływają mi łzy. Świadomość, że nie zdążyłam pożegnać się z najbliższą osobą bywa czasami przytłaczająca. Mieliście taką sytuację, że ktoś dzwoni do Was wcześnie rano ze zwykłym pytaniem, czy wstałeś/wstałaś, a Wy odpowiadacie z poranną obojętnością, nieświadomi, że już nie usłyszycie nigdy tej osoby? Że następnego dnia ktoś przyjdzie Wam powiedzieć o tragicznej śmierci? O samobójstwie?
... Cóż, wątpię. Jedno przesłanie, jakie mi się nasuwa z tego wspomnienia, jest podobne do hasła reklamowego Milki: "Nie bądźmy obojętni!" I zaprawdę, oddałabym wszystko, by móc jakoś naprawić ten błąd. Będzie ciężko, ale może kiedyś, kto wie. Chciałabym w to wierzyć. W końcu, ci wszyscy ludzie muszą gdzieś trafiać, prawda?
Przepraszam, jeśli kogoś w jakiś sposób uraziłam, czy nie trafiłam z osądem. Miłego wieczoru.
PS: Małe co nieco na deszczowy wieczór.
Jesteśmy tylko ludźmi. Nie możemy przewidzieć co się stanie jutro i jak wobec kogo powinniśmy się zachować. Poczucie winy jest więc nieuzasadnione, ale zapewne niemożliwe do uniknięcia.
OdpowiedzUsuńA utwór bardzo przyjemny, może posłucham więcej. :)
Fakt, nie można przewidzieć, co stanie się jutro. Trzeba więc, mimo wszystko, być przygotowanym na każdą ewentualność. A obojętność nie jest wskazana, czego się nauczyłam.
UsuńWszystkie utwory tego kompozytora są przyjemne. Może melancholijne, ale przyjemne.