czwartek, 18 października 2012

Cóż,

ostatnio chciałam żeby padał deszcz, dziś mówię mu stanowcze dość. Nie chodzi mi tu o zalany stadion ani przemoknięte buty. Wszystko wina tej negatywnej aury która zaczęła otaczać moich znajomych.
Jesień, och, jakie to straszne! Wcześniej robi się ciemno, świat płacze, paruje i ulatuje, a ludzie rzucają się do niemal wyschniętej Wisły albo wieszają na pępowinach nienarodzonych dzieci. No tak, to chyba trochę zbyt makabryczna wizja.
Muszę jednak przyznać, że mnie też zaczyna przytłaczać jesień. Wstaję gdy jest ciemno, wychodzę, pozwalam się zamknąć w głośnej auli, a potem wracam do domu - znów w kompletnych ciemnościach. Nie wiem czy to jarzeniówki czy brak słońca za oknem, ale coś powoli wysysa ze mnie energię i cierpliwość.
Cierpliwość wyczerpała mi się dzisiaj. Kolejny dzień zakończył się wiązanką od bliskiej mi osoby o wszelkiego rodzaju niepowodzeniach. Bałam się, że wkroczy już na tematy związków, ale na szczęście zamilkł pogrążając się w swoim pesymizmie. Mimo że zwykle słucham cierpliwie i doradzam, dziś zdecydowanie nie miałam do tego głowy. Myślałam o czymś innym. Teraz nie dość że mam nierozwiązaną sprawę, która nęka mnie odkąd otworzyłam rano oczy, to martwię się jeszcze czy moją ignorancją jeszcze bardziej nie zdemotywowałam biednego chłopaka.
Co spędzało mi sen z powiek? Rzeczy, które mnie irytują, a z którymi nie mogę skończyć przede wszystkim dlatego, że nie są to moje nawyki. Są to ludzie, przeróżni, mali, duzi, piękni, brzydcy, grubi, chudzi, ale zawsze ludzie. Nie psy, nie wrony, nie konie, a ludzie. Jak na zwierzęta, czy tam byty, racjonalne, to zachowują się jak stado zidiociałych pawianów.
Magiczny kurs na który zapisałam się w tamtym semestrze ruszył pełną parą. Poznałam grupę ludzi, których twarze będę teraz widziała przed dwa lata trzy dni w tygodniu. Niezbyt urodziwe twarze. W sumie nie wiem czy tak jest wszędzie czy tylko na mojej uczelni, ale stado przyszłych polonistów wydaje się być nieodkrytym etapem ewolucji ludzkiej. Dziecinni, nieporadni i na swój sposób upośledzeni. Kłaniam się za to polonistom, którzy te studia skończyli i zgubili te cechy w czasie ewolucji trwającej jedynie pięć lat.
Na tym samym kursie poznałam taki przedmiot jak PKS (podstawy komunikacji społecznej). Była tam mowa o wielu rzeczach na które od dawna zwracałam uwagę, w tym o szybkości mówienia. Wiecie że zwykła osoba na minutę wypowiada 120-150 słów? Oczywiście są przypadki wybiegające poza granice, tak górną jak i dolną. Rzecz w tym, że ludzi mówiących szybko można jeszcze w jakiś sposób zrozumieć, wynieść coś z kontekstu paplaniny, albo po prostu zignorować. Knykcie jednak mi bieleją gdy ktoś zaczyna mówić wolno, z przerwami. Ktoś, kto w dodatku zastanawia się trzy do piętnastu minut zanim coś powie lub zrobi. Cierpliwości, może powie coś wartościowego, może zmieni to moje życie, może... Otwiera usta, a z nich wydobywa się tylko wydobywa się krótkie "Nie wiem". Świetnie się spisałeś, rozmówco.
Ostatnio też zaobserwowałam pewną reakcję u znajomych w stosunku do mnie. Znacie to uczucie gdy zaczynacie coś robić i nie jesteście przekonani co do swoich umiejętności? Twarz wykrzywia się w paskudnym grymasie, załamujecie ręce, a serce ogłasza odwrót. Dobrym przykładem są pierwsze lekcje tańca, gdy pragniesz zostać mistrzem salsy, ale kręcenie biodrami bez utrzymania balansu przy pomocy rąk wydaje się niemożliwe. Patrzysz na tego znienawidzonego mężczyznę w którego tyłek wpijają spojrzenia wszystkie uczestniczki. Wtedy on podchodzi do ciebie, a ty w głębi duszy zaczynasz go nienawidzić za wypastowane buty i brak potu na czole. Mimo spojrzenia, które już dawno powinno go powalić, on każe ci pokazać czego się nauczyłeś, a twoja pozycja zamiast zachwycać emanuje pogardą dla świata i samego siebie.
Jaka powinna być reakcja nauczyciela? Co byście woleli, pochwałę czy krytykę? Jestem pewna że hipotetyczny tancerz pochwaliłby ucznia, uwzględniając małe "ale", kilka porad, może ćwiczeń. A co gdyby nie usłyszał żadnego "ale"? Czy oznaczałoby to że mimo kwaśnej miny rzeczywiście radził sobie dobrze (jak na swój poziom, oczywiście) czy po prostu nauczyciel stwierdził że to tragiczny przypadek?
Dodajmy do tego jeszcze jeden hipotetyczny przypadek. Nauczyciel dalej chodzi między uczniami, sprawdzając jak sobie radzą. Ty nie otrzymałeś żadnych porad, jedynie suche "dobrze", za to inni próbują dalej gdy on im tłumaczy dokładnie jak mają to zrobić. Myślę, że poczułabym się sfrystorwana i potraktowana niepoważnie.

Chciałam jeszcze coś napomknąć na temat ludzi, którzy uważają się za specjalistów w danym temacie po przeczytaniu dwóch poradników, ale to może innym razem.

Salve.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz